Czeczeńskie ogniwo
2005-11-30 20:24
z prof. Tadeuszem Iwińskim, wiceprzewodnlczącym Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy,
rozmawia Michał Przeczek
Michał Przeczek: To była Pana ósma wizyta w Czeczenii?
TI: Rada Europy jest jedyną międzynarodową organizacją, która od 10 lat regularnie zajmuje się sytuacją w tej republice. Ja koncentruję się na sprawach humanitarnych, powrotach uchodźców itp. Często wysyłamy delegacje do Czeczenii, staramy się pomóc w rozwiązywaniu trudności. W tym roku zorganizowaliśmy w Strasburgu „okrągły stół" poświęcony tym sprawom, w 2006 r. planujemy następny. Jako przedstawiciele Rady Europy pojechaliśmy tym razem do Czeczenii nie jako obserwatorzy wyborów parlamentarnych, ale z zamiarem pogłębienia swojej wiedzy o sytuacji
MP: Jak wyglądają tegoroczne wybory?
TI: Nie tak jak zazwyczaj wyobrażamy sobie wybory w Europie. To ciągle nie jest normalny kraj. Sytuacja w sferze bezpieczeństwa pozostaje bardzo skomplikowana Wszędzie widać wojsko; w Czeczenii stacjonuje ok. 20 tys. żołnierzy, nadal zdarzają się porwania. Mimo to, w porównaniu z sierpniem 2004 r. kiedy byliśmy tam ostatnio, w niektórych dziedzinach widać poprawę. Tegoroczne wybory stanowią kolejne ogniwo w łańcuchu działań, które mają doprowadzić do wyjścia z ogromnie zagmatwanej sytuacji skomplikowanej przez długoletnie wojny, zabjanie i porywanie ludzi, łamanie praw człowieka, którego dopuszczały się obie strony konfliktu.
- W wyborach startowało osiem partii - tylko tych, które opowiadają się za pozostaniem Czeczenii w ramach Federacji Rosyjskiej. Konkurencja była duża: o jedno miejsce ubiegało się pięciu, sześciu, czasem więcej kandydatów. Udział wzięło sporo - choć mniej niż ja osobiście bym sobie życzył - ludzi związanych dawniej z Dudajewem czy Maschadowem, np. były minister obrony Mohamed Chanbijew. Wielu z nich należy do grona ponad 7 tys. byłych separatystów którzy po amnestii z 2001 r. złożyli broń. Oficjalne dane mówią, że frekwencja wynosiła 60 proc. Nie umiem ocenić, czy tak było rzeczywiście. Myśmy tego nie liczyli, zresztą nie taki był cel naszego wyjazdu.
MP: Czy w okolicy lokali wyborczych widać było zwolenników niepodległej Czeczenii?
TI: Tacy raczej nie głosowali. W kwestionariuszach wyborczych zawsze znajduje się dodatkowa rubryka z pytaniem: Czy jesteś przeciwko wszystkim kandydatom? Odpowiedź "tak" udzieło zaledwie 2 proc. głosujących. Wnoszę z tego, że większość myślących o niepodległości została w domu.
MP: "Gazeta Wyborcza" napisała niedawno w kontekście, czeczeńskim, że znowu wychwala Fan Moskwę. Jak Pan to skomentuje?
TI: To jest informacja nieprawdziwa, nie wiem, na jakiej podstawie sformułowana. Tam nie było żadnego polskiego dziennikarza, naliczono zaś około stu zagranicznych, z którymi zresztą spotykaliśmy się po wyborach. Z kolei prasa rosyjska cytuje często nasze - także i moje - wypowiedzi na temat Lamania praw czlowieka i naruszania procedury wyborczej. Nawiasem mówiąc, krytykujemy takie przypadki ale też w jakimś sensie rozumiemy, że nie sposób je szybko wyeliminować. Przywracanie Czeczeni do stanu normalności jest zadaniem na jedno, a mże i dwa pokolenia. Dziękuję za rozmowę.
TRYBUNA nr 279 (4788), 2005.11.30


