Daleko od Marksa
2005-04-26 20:26
Istotną sprawą dla wszystkich, w tym ludzi lewicy, jest pytanie o dziedzictwo Jana Pawła II Ten papież pozostawił łącznie 14 encyklik i wiele innych znaczących dokumentów. Na jego dorobek składają się ponadto liczne wystąpienia, wygłaszane m. in. w czasie ponad stu apostolskich podróży, często do najodleglejszych zakątków świata.
Nie zajmuję się tu wątkami religijnymi - podstawowymi dla schedy polskiego papieża, podobnie jak wszystkich jego poprzedników. Pozostawiam na uboczu spory o celibat i dostęp kobiet do kapłaństwa Skoncentruję się głównie na nauce społecznej Kościoła. Karol Wojtyła kontynuował i rozwinął myśl Jana XXIII (1958-63) oraz Pawła VI (1963-78), myśl posoborową. Ale warto przypomnieć, że to jeszcze Leon XIII, który za idealny model ustrojowy uznał „chrześcijańską demokrację", wprowadził w słynnej encyklice „Rerum Novarum" („Rzeczy nowe") z 1891 z pojęcie „sprawiedliwej płacy rodzinnej", mającej pozwolić zatrudnionym na utrzymanie rodziny i choćby skromne oszczędzanie. Paweł VI - autor rewolucyjnej decyzji o możliwości odprawiania mszy świętej w języku ojczystym, a zarazem zdecydowany przeciwnik używania sztucznych środków antykoncepcyjnych - którego śladami w istocie podążał Jan Paweł II, w przełomowej encyklice „Populorum Progressio" („Dla postępu narodów") z 1967 z akcentował solidarność Kościoła z ubogimi i uciskanymi.
Aprobował nawet bunty i powstania zbrojne w przypadku jawnego i długotrwałego despotyzmu, łamiącego podstawowe prawa człowieka oraz poważnie niszczącego dobra jakiegoś kraju. A jeszcze wcześniej Jan XXIII - wielki reformator Kościoła, nazywany „dobrym papieżem", wywodzący się z prostej rodziny, mającej trzynaścioro dzieci, odwiedzający rzymskie szpitale, przytułki i więzienia - w sposób racjonalny, a nie „na klęczkach" traktował własność prywatną - akcentując, iż własność państwowa, a szczególnie spółdzielcza, są zgodne z tomistyczną teorią prawa naturalnego.
Fenomen polskiego papieża polegał w sensie treści - na wrażliwości na wszelką krzywdę, na tolerancji, szerzeniu idei solidarności międzyludzkiej i na próbie znalezienia odpowiedzi na palące aktualne wyzwania, zaś w sensie formalnym-na otwarta komunikowania się z otoczeniem. Zarówno z paroma osobami, jak i z milionami Była to zatem kontynuacja aggiornamento - uwspółcześniania nauki i doktryny społecznej Kościoła. A równocześnie-jak ją niekiedy nazywano - teologia tworzenia. Także - nowych zachowań i sposobów myślenia. Opartych na sprzeciwie wobec wyzysku człowieka oraz wszelkich niesprawiedliwości W tym obszarze dostrzeżemy wyraźną zbieżność z podejściem lewicy. Postrzegania człowieka jako podmiotu, a nie przedmiotu. Ochrony najsłabszych i najbiedniejszych, zwłaszcza wykluczonych społecznie. Propagowania działania mającego służyć dobru wspólnemu. Tym właśnie są przepojone tzw. społeczne encykliki Jana Pawła n, a wśród nich dwie najważniejsze: „Sollicitudo rei socialis" („Troska o sprawy społeczne") z 1987z i „Centesimus annus" („Rok setny" - ukazała się sto lat po „Rerum Novarum”, stąd nazwa) z 1991 r.
Karola Wojtyłę cechował w istocie ambiwalentny stosunek do współczesnego kapitalizmu i powstałej na jego gruncie kultury konsumeryzmu. Należy przy tym się z Arturem Domosławskim, że stopień krytyki przez tego papieża kapitalizmu w ostatnich latach zaszedł tak daleko, iż stał się On „bohaterem części lewicy i ruchów protestu”. Od początku traktował bezrobocie jako oczywiste zło, które przy znaczących rozmiarach może stać się prawdziwą klęską społeczną. Praca ma być jednak wartością, a nie swoistym jarzmem. „Ostatecznym celem pracy człowieka jest sam człowiek" - pisał. Nąjwiększymi wadami kapitalizmu są dla Jana Pawia II: nierówny i niesprawiedliwy podział dóbr oraz swoisty kult pieniądza. System ten, zwłaszcza w dzikiej postaci, ma winkorporowane mechanizmy, które „nie pozwalają na zbudowanie sprawiedliwego społeczeństwa". W tym kontekście wskazywał na poważne słabości obecnie dominujących procesów globalizacji, choć raczej w ujęciu bliższym alterglobalistom niż antyglobatostom. Najbardziej znane jest wszakże inne sformułowanie z encykliki „Centesimus annus": „Nie do przyjęcia jest twierdzenie, jakoby po klęsce realnego socjalizmu kapitalizm pozostał jedynym modelem organizacji społecznej". Można rzec, że były metropolita krakowski był de facto zwolennikiem społecznej gospodarki rynkowej, modelu państwa opiekuńczego. .
Ale nietrafne byłoby zaliczenie polskiego papieża do grona socjalistów. Opór przeciwko liberalnemu kapitalizmowi szedł u Niego w parze z otwartym sprzeciwem wobec marksizmu; był On zresztą niechętny wobec wszelkich ideologii Z jednej strony przyznawał, że to dzięki lewicy we współczesnym kapitalizmie uznano prawa robotników, a w głośnym wywiadzie udzielonym obecnemu eurodeputowanemu Jasiowi Gawrońskiemu, opublikowanym w turyńskiej „La Stampie" w 1993 c, mówił o „ziarnach prawdy" tkwiących w socjalizmie, z jego troską o społeczeństwo. Z drugiej - akcentował, iż to praktyka tzw. realnego socjalizmu doprowadziła do powstania patologicznej postaci tejże „prawdy", w kształcie opresyjnego totalitaryzmu.
Jako znamienną trzeba ponadto odnotować zdecydowaną opozycję polskiego papieża w stosunku do tzw. teologii wyzwolenia w Ameryce Łacińskiej - regionie kluczowym dla katolicyzmu. Jej teoretycy, m.in. Gutierrez, dostrzegali podobieństwo celów głoszonych przez Chrystusa i Marksa, którzy przeciwstawiali się jaskrawej niesprawiedliwości Zwolennicy tego podejścia - dziś będącego raczej w defensywie-uważali, że „Kościół ubogich" powinien podjąć się roli organizatora rewolucji społecznej właśnie w interesie ubogich. Warto tu przypomnieć światową sławę plakatu argentyńskiego, malarza Carlosa Alonso „Chrystus z. karabinem na ramieniu", który posłużył zresztą za tytuł znanej książki Ryszarda Kapuścińskiego. Watykan nie zaaprobował koncepcji walki klas jako programu nadziei na sprawiedliwość i postęp społeczny.
Niezależnie od licznych zbieżności między ideami lewicy a społeczną nauką Kościoła katolickiego, w tym w ujęciu Jana Pawła II, występują też spore różnice. Poza wyżej prezentowanymi, dotyczą one głównie sfer moralności i seksualności. Polski papież był wyjątkowo rygorystyczny, jeśli chodzi o sprzeciw wobec regulacji urodzin metodami nienaturalnymi. Nawet plaga AIDS, nazywanego czasem „dżumą przełomu XX i XXI wieku”, nie skłoniła go do zaaprobowania używania środków antykoncepcyjnych. Podobnie co do możliwości przerywania ciąży, np. z ważnych względów społecznych. Stanowisko Watykanu tyło i jest w tej mierze nieprzejednane. Warto tu wspomnieć, iż portugalscy socjaliści, którzy niedawno zdecydowanie wygrali wybory, planują przeprowadzenie wkrótce referendum nt. zmiany restrykcyjnego ustawodawstwa aborcyjnego.
Oczywiste różnice polegają ponadto na podejściu do dopuszczalności rozwodów i związków partnerskich, a bardziej zniuansowane - na postrzeganiu społecznej roli kobiet. Wreszcie-na traktowaniu niektórych badań naukowych, bioetyki oraz na wizji modelu funkcjonowania państwa świeckiego, w tym relacji między władzami a Kościołami. Dobrze widać je choćby w ciągu ostatniego roku w Hiszpanii, gdzie lewica-po przejęciu po ośmioletniej przerwie steru rządów- dokonała głębokich reform w tym zakresie. Co ważne - nie ma natomiast rozbieżności odnośnie do problemu integracji europejskiej. Do historii przejdą słowa Karola Wojtyły o Europie, która powinna oddychać dwoma płucami – wschodnim i zachodnim. Jego stanowisko, że nie ma sprzeczności między polskością a europejskością odegrało zasadniczą rolę w powodzeniu referendum w sprawie przystąpienia Polski do Unii przed dwoma laty. Także Konstytucja Europejska jest dla Watykanu do przyjęcia (min. ze względu na art. 52, gwarantujący otwarty i regularny dialog z Kościołami i wspólnotami religijnymi), choć naturalnie ubolewano nad brakiem odwołania się do chrześcijaństwa w preambule tego dokumentu.
Co powinno pozostać z podniosłej atmosfery w naszym kraju zrodzonej po śmierci papieża? Z pewnością - imperatyw myślenia i działania w kategoriach dobra wspólnego. Ograniczenie egoizmu, nietolerancji, umiejętność norwidowskiego „różnienia się pięknie" przez oponentów. A nade wszystko-koncentracja przedstawicieli władz na rzeczywistych problemach ludzi, Im powinno się służyć bezinteresownie. To właśnie kryterium trzeba stosować do oceny polityków wszystkich szczebli.


